• Wpisów: 25
  • Średnio co: 57 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 11:03
  • Licznik odwiedzin: 1 547 / 1488 dni
 
amorvincitomniax3
 
Ostatnio czesto zastanawiam sie nad powrotem do pisania bloga.
Kiedys mi pomagal, a przez ostatnie miesiace jestem w kiepskim stanie psychicznym.
Otoz, jakos we wrzesniu zaczelam kiepsko sie czuc.
Mialam ciagle mdlosci i prawie wszystkie zapachy mnie odrzucaly.
Okazalo sie, ze jestem w ciazy.
Udalam sie do ginekologa, a on poinformowal mnie, ze to juz 6 tydzien.
Bylam najszczesliwsza na swiecie, ale jeszcze szczesliwszy byl chyba moj P.
Od tamtego czasu oszczedzalam sie, nie jadlam swinstw i nie robilam nic co mogloby zaszkodzic dziecku.
Malenstwo mnie nie oszczedzalo, bo cale dnie rzygalam jak kot, ale mimo tego caly czas sumiennie w kazda niedziele jezdzilam do szkoly do Warszawy, a w kazdy piatek wracalam do swojeho ukochanego, do Bialegostoku.
11 listopada podczas badania USG pierwszy raz uslyszalam bicie serduszka mojego dziecka.
Lzy szczescia nie opuszczaly mnie na krok.
Niestety nasza radosc nie trwala dlugo.
28 listopada (byl to piatek) podczas podrozy do Bialegostoku zaczelam odczuwac bole podbrzusza.
Poczatkowo sie tym nie przejelam, bo bole podbrzusza i plamienia miewalam od poczatku ciazy i lekarz uprzedzal, ze dozwolone jest odczuwanie takich dolegliwosci.
Pojechalam do mojego ukochanego.
Spedzilismy razem jakas godzinke, a bol w podbrzuszu caly czas sie nasilal.
Nie mielismy pojecia co robic.
Pojechalam do mojej mamy, a ona od razu zabrala mnie na pogotowie i od tego momentu zaczelam przezywac najwiekszy koszmar.
Lekarz powiedzial, ze mojemu malenstwu przestalo bic serduszko, a jego rozwoj zatrzymal sie jakis tydzien yemu czyli mniej wiecej w 11 tygodniu ciazy.
Strasznie plakalam.
Nawet dzis piszac o tym moje oczy zalewaja sie lzami.
Nie potrafie opisac swojego stanu z tamtego dnia.
To bylo straszne.
Moja kruszynka umarla w moim lonie.
Poniewaz moj organizm nie wydalil samoistnie martwego plodu, poniewaz byl juz za duzy lekarz zarzadzil zabieg lyzeczkowania.
Dal mi leki na uspokojenie i puscil do domu.
Przyjechal do mnie Przemek.
Oboje plakalismy.
Oboje nie wiedzielismy co ze soba zrobic.
Nastepnego dnia na 7.00 rano stawilam sie w szpitalu.
Polozyli mnie od razu i dostalam jakies tabletki, ktore mialy wywolac naturalne potonienie.
Niestety nic sie nie wydarzylo.
Po wielu godzinach oczekiwania o 14:30 wreszcie zabrano mnie na zabieg.
Bylam pod narkoza, ale zabieg lyzeczkowania trwal 30 minut.
Nastepnego dnia rano wypuszczono mnie do domu.
Wydawaloby sie, ze juz po wszystkim, trzeba bylo tylko wymazac te miesiace z pamieci.
Niestety, po zabiegu super pseudo lekarz zle dobral mi antybiotyk czym doprowadzil do zapalenia szyjki macicy i lewego jajnika.
Bardzo cierpialam, bol byl okropny, a u ginekologa bylam co tydzien.
Do tej pory zdrowotnie nie jest idealnie, ale jestem pod stala opieka lekarza.
Za tydzien czeka mnie kolejna wizyta.
Boze tak bardzo chce zeby wreszcie wszystko sie ulozylo.
Jestem wyczerpana ostatnimi miesiacami.
Razem z Przemkiem probujemy wszystko sobie poukladac, odzyc.
On nawet nie porusza juz tego co sie stalo, a kiedy ja cos wspominam od razu ucina temat.
Moze i ma racje, jesli sie nie mysli, nie cierpi sie tak bardzo...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego